Przygotowując dzisiejszy obiad, uświadomiłam sobie, że już niebawem najukochańszy sos do spaghetti z konieczności będzie zawierał pomidory z kartona. Smutne. Tak na pożegnanie:
Sos pomidorowy
Gotujemy wodę w czajniku. Pomidorom nacinamy delikatnie skórkę na krzyż, zalewamy wrzątkiem. Odcedzamy pomidorki. Po sparzeniu powinny wyglądać tak:
Obdzieramy ze skórki, dziabiemy na ćwiartki, ósemki, kwadraciki, czy co tam kto lubi, byle wyciąć twarde kawałki.
Obieramy główkę (lub dwie główki) czosnku. Przypominam, że główka to nie ząbek, a różnica w ilości surowca zależna jest od sposobu rozdrabniania. Jeśli ktoś lubi rozsiekać czosnek na drobne nożem- wystarcza jedna główka. Podobnie przy ucieraniu na tarce- też jedna. Natomiast używając zgniatacza ząbków- trzeba dać dwie głowy, bo straty w smaku są znaczne.
Czosnek wygląda tak:
Ucieramy czosnek na średniej tarce, najlepiej od razu do gara, w żadnym razie nie na patelnię (chyba, że jesteśmy fanatykami sprzątania zachlapanej kuchni). Utarty czosnek zalewamy oliwą z oliwek. Powiedzmy, że będą to cztery łyżki oliwy. Moze być pięć. Sześć w sumie też nie zaszkodzi. Przystępujemy do najważniejszego etapu.
Garnek na mały gaz, łyżka do ręki i patrzymy, co się dzieje. Podgrzewana oliwka zaczyna puszczać bąbelki, my oczywiście pilnie mieszamy, zdejmując garnek z ognia natychmiast, jak tylko poczujemy pod łyżką, że czosnek przylepia się do dna. Podgrzewamy oliwkowo-czosnkową ciapę ok 2 minut. W ciągu tych dwóch minut zdarzało mi się trzy razy zdejmować garnek, albo i podsmażać trzymając 5 cm nad ogniem. Wszystko zależy od grubości dna garnka. Czosnek ma odrobinę zjaśnieć, w żadnym razie nie zbrązowieć.
Po dwóch minutach powinniśmy uzyskać coś takiego:
Wrzucamy poćwiartkowane pomidory,
mieszamy, gotujemy jakieś 10 minut. Można pod przykryciem. Czas ten wykorzystujemy na drobniutkie posiekanie zielonej pietruszki (po pokrojeniu ma być łyżka), na utarcie na najdrobniejszej tarce parmezanu (albo sera TYPU parmezan). W żadnym wypadku nie korzystamy z gotowego, utartego parmezanu, sprzedawanego w małych torebeczkach. Już lepszy byłby bądź jaki żółty ser, byle świeży.
Na tym etapie można uznać, że lubimy sos z kawałkami, doprawiamy i spożywamy. Można również zmiksować na gładko.
O, to jest ten moment, kiedy niezbędny jest garnek, bo chlapie jak cholera.
Kolor sosu miesiąc temu byłby bardzo czerwony. Mówiłam, że idzie jesień?
Do zmiksowanego sosu dodajemy zieloną pietruszkę, pół łyżki suszonego oregano, sól (sporo, bo jakoś dziwnie zanika), ciut cukru (czasem więcej niż ciut, bo tak pomidory, jak i przeciery, np. pudliszki, bywają bardzo kwaśne), pieprz (z tym dość ostrożnie, bo czosnek jest ostry). Sos jest gotowy.
Specjalnie zostawiłam gotowanie makaronu na koniec. Sos albowiem może poczekać, aż ugotujemy makaron, natomiast odwrotnie- w żadnym wypadku! Makaron, oczywiście spaghetti, gotujemy AL DENTE, mnie wychodzi, że bez względu na przepis na opakowaniu gotujemy pięć minut. Makaronu, który wg przepisu wymaga 3 minut nie kupujemy, bo jest za cienki. Przeciętne spaghetti w przepisie ma 8-11 minut, taki właśnie gotujemy 5 minut, odcedzamy, wrzucamy do gara, w którym go gotowaliśmy i dolewamy ok pół sosu. Przykrywamy na dwie minuty (nie gotujemy). Sos w tym czasie zostaje wchłonięty przez makaron.
Acha, taka ilość sosu wystarcza na cztery solidne porcje, przy założeniu, że ugotowaliśmy całą paczkę makaronu. Przekładamy na talerze, polewamy resztą sosu, posypujemy startym parmezanem, ozdabiamy czymś zielonym,
pietruszką, listkiem bazylii (stylowo!) i jemy.
Sos można zrobić dzień wcześniej. Zamiast pomidorów można użyć przecieru- mniej roboty, ale gorsze w smaku. Jeśli przecier- raczej z kartona, niż z puszki. Pół litra przecieru zazwyczaj wystarcza, trzeba dodać trochę wody, bo gęste, poza tym paruje. Zdjęcia gotowego dania nie będzie, bo zdechł mi aparat. Było ładne :)
SMACZNEGO!
Ach! Wygląda pięknie, gdyby nie moje wrodzone lenistwo i absolutny antytalent z pewnością bym sobie zrobiła. Ale może namówię stoczniowców...
OdpowiedzUsuńLenistwo można nakarmić gotowym przecierem, a antytalent przy tej akurat potrawie nie ma większego znaczenia. Jeśli tylko nie przypali się czosnku- wychodzi zawsze. To jest mój ulubiony sos, przy odrobinie wprawy robi się go w takim tempie, że dłużej gotuje się makaron.Nie da się ukryć jednakże, że wolałabym cokolwiek, jeśli gotowałby ktoś- za mnie.
OdpowiedzUsuńaparat??? napisz szczerze, że nie zdążyłaś zrobic, bo znikł w żołądkach- to mój ulubiony sos...choc po czosnku wali mnie wątroba...ciężko mi się oprzec...
OdpowiedzUsuńCóż, sos przeszedł do historii zanim aparat zdołał złapać choć odrobinę wigoru, więc obie mamy rację:) Solidny pech z tą wątrobą, moja odmawia posłuszeństwa przy plackach ziemniaczanych. Ale to i tak lepiej, niż przy czosnku, bo bez czosnku to ja nic nie potrafię ugotować. Ostatnio dostałam od Pana Doktora zioła- mają być m.in.na wątrobę, tylko że trzeba toto pić dobre pół roku. W każdym razie za jaki miesiąc zrobię placki i będziemy widzieć, czy coś pomogło. Jak pomoże- podam skład. Chyba, że chcesz przeprowadzić eksperyment na sobie, to podam od razu:)
OdpowiedzUsuńuwielbiam pomidory i wszystko co z nimi związane:)
OdpowiedzUsuń