- Firmowej wigilii dziś nie będzie.
-Nie????? To po co ja się myłam?
*******
Wesołych Świąt






- Firmowej wigilii dziś nie będzie.
-Nie????? To po co ja się myłam?
*******
Wesołych Świąt






- Synu, powiedz s k s y p c z e.
- Skrzypce.
- Nie, SKSYPCZE.
- Skrzy pcze.
- S K S Y P C Z E.
- Szkszypcze. Sksypce. Skrzypce. Eeee, głupie!
- Dobra, teraz łatwiejsze. Uważaj. Wyindywidualizowaliśmy się z rozentuzjazmowanego tłumu, który oklaskiwał przeliteraturalizowane i przeintelektualizowane dzieło.
- Co????
Świnia jestem, wiem. Dobrze mi z tym:)
Wiejska gospodyni doceniła mnie łańcuszkiem. Pomimo fatalnego stosunku do łańcuszków poczułam się zaszczycona i doceniona, ponieważ to pierwszy w moim blogowym życiu przypadek, że wywołano mnie do odpowiedzi. Miałam już przyjemność oglądać kilka zabaw tego typu i wydały mi się nad wyraz proste, jakieś imię i nazwisko, jakieś banalne "czego się najbardziej w życiu wstydzisz", takie tam.
Tu jednak jest prawdziwe wyzwanie:
- podać 5 informacji o sobie, 5 fajnych rzeczy, o których nikt nie wie, a nawet nie podejrzewa.
Jest zgryz. Bo jeśli nikt nie wie, to raczej o mało fajnych rzeczach, albo o zupełnie nieistotnych (czytaj- śmiertelnie nudnych).
Do rzeczy:
1. Umiem i lubię robić krajki. Najprawdziwsze, wełniane, na tabliczkach (w odróżnieniu od krajek tkanych na bardku). Jest to umiejetność pozostała po okresie fascynacji starszego dziecka średniowieczem- szyłam ręcznie koszule i ozdabiałam własnoręcznie wykonanymi krajkami. Tak, jestem z tego dumna, nikomu się nie przyznałam, bo synek miał robić sam.
2. Zdarza mi sie jeździć na czerwonym. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia, bez wyjątku. Fajne dlatego, że narażam wyłącznie siebie.
3. Dbam o muskulaturę. A raczej chciałam zadbać, nabyłam w tym celu hiper duper wypaśne kulki gejszy. Nie "noszę", bo irytuje mnie klikanie w kroku. Nikt więc nie wie, bo skąd ma wiedzieć, jak nie klikam? Ale, ale, mam, w każdej chwili mogę skorzystać i to jest fajne. A jeszcze fajniejsze, że dwa ruchy- i już jestem pełna tajemnic:)
4. Nie lubię swojej pracy. Zważywszy jej charakter- to fajna cecha, a ukrywam jak mogę- bo wiadomo.
5. Marzenia- najbardziej podpadają pod pożądane kategorie. Rzucę na pożarcie dwa, oba realne, oba rozważane. Jedno z nich jest w fazie realizacji- pewnie nieco potrwa, zanim stanie się rzeczywistością, ale przykładam się, żeby się stało. Drugie- na razie odrzucone jako nierealne. Niech się marzy dalej. Oczywiście, nie powiem, które jest które, jestem przesądna, a chcę, żeby się spełniło. Motor i paralotnia. Motor dla starszych pań, żaden ścigacz nie wchodzi w grę. Taki z głośnym pyr pyr, chromem i skórą, srebrnymi czaszkami na skórzanym ubranku i ćwiekami. Mniej więcej taki:
Paralotnia i paralotniarstwo rekreacyjne, do latania nisko i powoli.
Np. coś takiego:
Możecie sobie zgadywać, które jest bardziej, farby nie puszczę za nic, dopóki się nie urealni.
Teraz wy :)
Przyznam się jeszcze, że do niewinnej tej rozrywki podeszłam bardzo poważnie, cóż, dobrze jest czasem sobie uświadomić, że posiada sie różne cosie, o których nikt nie wie. Bo oczywiście odkryłam wiele innych fajności, które zostawiłam sobie...
Od tygodnia nie dopisywała pogoda. Słońce, ciepło, wiosennie- nie żebym narzekała, ale zdecydowanie nie była to pogoda sprzyjająca ubieraniu choinki. W sobotę wieczorem przyszła sąsiadka:
- Leniwa babo, choinki nie ubrałaś! To ja taka zmęczona, przyszłam choć oczy napaść, a tu tylko bałagan na stole! Gdzie choinka?
- W piwnicy. Będzie zima, to będzie i choinka, na razie możesz dostać kawy. Albo herbaty, bo spać nie będziesz mogła i będziesz mnie przeklinać pół nocy- za kawę (słusznie) i za choinkę (też słusznie).
Prawda, przeważnie przed Mikołajem choinka już była, żeby ulubiony święty miał dużo miejsca na duże prezenty.
Niedziela ucieszyła mnie deszczową aurą.
- Zbierać się, rodzina, pogoda piękna, idziemy na Rynek!
- Piękna?!? Pogieło cię? Leje, siąpi, paskudnie, sama sobie idź!
- Piękna, raz spokojnie przejdę przez kramy, bo kto normalny łazi po deszczu? Pusto będzie, masz pojęcie?
Pusty parking, pusta Floriańska,
pusty Rynek.
Mokre gołębie smętnie wypatrywały dokarmiaczy, SIEDZĄC. Kolejki do grzańca nie było, między rynkowymi kramami pętały się nieliczne jednostki, umożliwiając zakupy. Było bosko.
Podejrzewa się, że w poprzednim wcieleniu byłam sroką.
Wracając do spraw kluczowych:
choinka już nie jest goła, przeciwnie, zachwyca jarmarczną urodą, kolorowymi światełkami, bombkami w każdym możliwym kolorze, za nic mając sobie słońce, które znów figlarnie zagląda przez okno :)