poniedziałek, 7 lipca 2008

O uzyskiwaniu marnych efektów dużym nakładem pracy.

Remont małego pokoju został zaoszczędzony na teraz. Na teraz dwa miesiące temu. Najpierw było dużo gadania, bo jak jest gadanie, to nie ma roboty, a wyjątkowo nikomu się nie chciało wynosić, rozbierać, zrywać i mieszać.

Długotrwałe prace koncepcyjne zakończył synek podejmując decyzję, że ma być żeglarsko.

- Och, świetnie, popatrz, jaki fajny hamak, akurat dla Prawdziwego Żeglarza!- Tą mało skomplikowaną metodą przepchnęłam tajny plan zainstalowania w pokoju 3,5 x 1,8m gigantycznego brazylijskiego hamaka. Kupno hamaka rowiązało jednocześnie resztę problemów z wyposażeniem wnętrza. Całkiem zwyczajnie nic innego się nie zmieści...

Ściany.

Najpierw miały być niebieskie. Właściwie nie wiem, czemu pomysł upadł. Być może pod wpływem Artysty, który wpadł na piwo i przy okazji zasunął parę twórczych propozycji. Artystyczna wizja obejmowała laserunek (- weźmiesz farbę akrylową, albo lateksową, dodasz TROCHĘ żywicy akrylowej, CIUT standard oil, wymieszasz, potem wcierasz szmatką w ścianę, im więcej warstw, tym wrażenie głębi większe...) oraz deski potraktowane żywym ogniem, żeby uwypuklić słoje. Praktyka zabiła teorię. Artysta udał się na wakacje bez telefonu i nie doprecyzował, ile to jest TROCHĘ i CIUT, a gotowy produkt nabyty w sklepie dla plastyków zrujnowałby więcej niż skromny remontowy budżet. Boso, ale w ostrogach. Kupiłam za dwa złote twardą gąbkę i przy jej pomocy zamaziałam ścianę w pięciu warstwach od najciemniejszego do najjaśniejszego. W beżach. Wyszło...inaczej, niż planowałam. Prześladowała mnie nawet natrętna myśl o pilnym zamalowaniu tego dzieła sztuki użytkowej, ale wpadła sąsiadka i oceniła twórczość jako wyjatkowo interesujący sposób namalowania piachu na ścianie. Wyjątkowo interesujący, rozumiecie. Snobizm się we mnie odezwał, maziaje zostają.

Deski.

Miały być pod sufitem (do ozdoby) i na jednej z bocznych ścian (jako podkład pod tarczę do darta). Surowe drewno, przypieczone na nierówny brąz żywym ogniem, potem potraktowane woskiem i wypolerowane. Oczyma duszy ujrzałam czarne i ciemnobrązowe słoje i sęki tle jasnej deski, lśniące w świetle zachodzącego słońca. Wyszło...inaczej, niż planowałam. Drewno podczas opalania z zapałem nabrało kopcia, brązowe słoje, owszem, są, ale bardzo przykryte szarą warstwą. Udało nam się wyprodukować bardzo stare i brudne deski, cóż z tego, że pięknie lśniące po wypolerowaniu. Mimo wszystko zostały przymocowane, w końcu nie tylko do ozdoby miały służyć, a dziurawić rzutkami można i brzydkie deski.

Podłoga.

Nie przetrwała remontu. Rzuciliśmy nowe panele, ale pasujące do starych desek na ścianie. Nie wyglądają na nowe.

Półki.

W Ikei jedna z aranżacji miała fajną półkę. Meble zostały wykluczone, ale półki? Kupiłam dwie. Razem z bejcą w kolorze antycznym. Wyszło...czy muszę mówić, jak? W sklepie była ładniutka półka w fajnym kolorze, w domu mam szorstką, starą dechę. Popracuję nad nią jeszcze (byłoby nieźle pozbyć się drzazg), ale znając życie, po następnym malowaniu uzyskam jeszcze starszą deskę.

Ozdoby.

Są niezbędne. Początkowo planowaliśmy wspólnymi, synowsko- mężowskimi rękami, zbudować z drewna żaglowiec, ale patrząc na remontu wypadki i przypadki- zdecydowłam się na gotowca. Na zdjęciu jest fajny, zobaczymy, co będzie w naturze. Gwałtownie potrzebuję czegoś ładnego, nowego i lśniącego...Dorzucimy parę metrów liny jutowej, może uda się trochę zasłonić te dechy.

Efekt końcowy.

Bedzie kiedyś. Na razie remont nas kompletnie wyczerpał, psychicznie i finansowo. Ale przecież coś już widać. Na moje oko wychodzi bardzo zaniedbane wnętrze starej, rybackiej tawerny, z miejscami leżacymi.

Dwa miesiące leniwych działań za nami, następne dwa przed nami (trzeba posprzątać).

Jakie to szczęście, że lubię tawerny.

 

 

16 komentarzy:

  1. Cholera, a ja myslalem, ze to tylko mi, zwykle, wychodzi inaczej niz w projekcie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ~Jaśminkowa7 lipca 2008 18:00

    Inaczej, zaskakująco, niezwykle, twórczo. Lubię słuchać, co wymyślają uprzejmi goście, którzy tak bardzo się starają pochwalić dzieło, choć, jako żywo, nie ma za co...

    OdpowiedzUsuń
  3. To bardzo zabawne sluchac ile slow moze zastapic "O MY GOD" wydarte z zacisnietej szokiem krtani;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ~Jaśminkowa9 lipca 2008 12:05

    O, właśnie, zaciśnięta szokiem krtań. Stąd te głosy jakieś zdławione. Ale teraz będzie nieszczęśnikom łatwiej, bo przyszedł jacht (model, rzecz jasna) i jest naprawdę ładny. Muszę coś jeszcze wymyślić, żeby zrównoważyć tę plamę piękna na honorze brzydoty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo Brawo! Czekam na fotoreportaż i skoro tak bardzo lubisz tawerny to nie lepiej byłoby przeprowadzić się nad morze? Taniej by wyszło... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Morze jest fajne, ale daleko od gór. Przy całej sympatii do morza, tawern i szant- mieszkać wolę tu, gdzie ulubione pagórki mam o rzut beretem, a całkiem porządne góry niewiele dalej. Fotoreportaż będzie, jak tylko uda mi się zgłębić tajemnice nowego programu do zdjęć. Poprzedni program zmarł śmiercią tragiczną, pozostawiając mnie niutuloną w żalu. Nowy nie poddaje się intuicji, wymaga, o zgrozo, zapoznania się z instrukcją. Tak więc proszę uzbroić się w cierpliwość, bo czytanie instrukcji...grubych i skomplikowanych...

    OdpowiedzUsuń
  7. Obryzgaj go farba?

    OdpowiedzUsuń
  8. Z farbą już skończyłam, a wosk, czy bezbarwny lakier się nie nadają. Na razie kot ma swoją szansę, bo model stoi na parapecie.

    OdpowiedzUsuń
  9. jeszcze tylko jakie miejsce na beczułkę rumu i heeeej ho!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiedziałam, że czegoś brakuje. Beczułka rumu! Jasne! Miejsce jest, nawet na całkiem dużą beczkę. Gorzej z rumem, ale wybieramy się wakacyjnie na południową granicę, to może uda się beczkę napełnić. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie lubię remontów, czeka mnie niedługo wymiana okien. Gratuluję inwencji i cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wymiana okien jest spoko. Przychodzą, wycinają stare, montują nowe, jeszcze ładnie wyprawią ścianę i pozamiatają śmietnik, a wszystko w cenie okna, jak wybierzesz dobrą ofertę. Chyba, że planujesz osobistą wymianę, to nie zazdroszczę. Remonty są fajne, jak się człowiek odpowiednio nastawi wewnętrznie. Najpierw trzeba złapać "duszę", czyli co lokator lubi. Na tym budujesz resztę. Ten akurat remont jest robiony wg hamaka. To był ten niezbędny element. Następne rzeczy dopasowujesz jak puzzle, głównie wg możliwości finansowych i czasowych. Remont polegający na pomalowaniu ścian to żadna frajda. Ale stworzenie wnętrza, w którym muszą się znaleźć rzeczy, które kochasz (na wierzchu), w którym musi być miejsce na codzienność typu ciuchy (schowane), i na dodatek takie, w którym dobrze się czujesz- to wyzwanie. Tym razem nic mnie nie goni, mogę sobie pozwolić na dopieszczanie każdego elementu z osobna. I wiesz co? Nawet gdy nie wychodzi tak, jak chciałam, to pomału czuje się klimat. Tak jakby dopieszczanie każdego elementu osobno wsączało pozytywną energię. Czary mary normalnie. Można polubić remonty, tylko trzeba się zabrać z właściwego końca. No i nie można dać się pośpiechowi. Miejsce na lampę czeka sobie dwa miesiące. I poczeka następne dwa, dopóki nie trafię na coś, co powie wielkim głosem- to właśnie mnie szukasz.

    OdpowiedzUsuń
  13. Uuuch! Ale wyczerpująco. Mogłabyś z moją małżonką znaleźć wspólny język. Ona też uwielbia remonty i zmiany. W przeciwieństwie do mnie.Kiedyś wytapetowałem i wykafelkowałem połowę rodziny z rozpędu i nawet zaczynało mnie to kręcić, ale przeszło. Okna będą mi wymieniać panowie zatrudnieni przez spółdzielnię. Już wymierzone i wybrany typ. Ja tylko płacę i będę miał później odliczone w komornym. Czyli po prostu będę płacił trochę mniej od przyszłego roku. Zawsze to jakaś pociecha. Mój kolega Cyran też jest w gorączce remontowej, bo właśnie się przeprowadził do domu od teściów. Zadowolony jest, ale roboty ma.Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Niee, nigdy tu nie było szczurów!

    OdpowiedzUsuń
  15. I nadal, szczęśliwie, panuje bezszczurzewie. Skąd, na litość, takie poderzenie?

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozumiesz, mąż ten sam, dzieci te same, mieszkanie to samo, robota ta sama- nuda. Trzeba coś czasem zmienić, a najłatwiej- mieszkanie...

    OdpowiedzUsuń